Przejdź do treści głównej

Załatw sprawę

© All rights reserved. Designed by DJ-Extensions.

Ico Sztuka Seniorów

SZTUKA SENIORÓW „Malowana Słowem i Obrazem”

  „Dzieła, Które Opowiadają”  

GALERIA

Czarno biała praca plastyczna przedstawiająca Lwa
Czarno biała praca plastyczna przedstawiająca Lwa
Czarno biała praca plastyczna przedstawiająca Słonia
Czarno biała praca plastyczna przedstawiająca Słonia
Kolorowa praca plastyczna przedstawiająca Alpakę
Kolorowa praca plastyczna przedstawiająca Alpakę
Kolorowa praca plastyczna przedstawiająca Bramę Bańską
Kolorowa praca plastyczna przedstawiająca Bramę Bańską
Kolorowa praca plastyczna przedstawiająca Cygankę
Kolorowa praca plastyczna przedstawiająca Cygankę
Kolorowa praca plastyczna przedstawiająca Panią Jesień
Kolorowa praca plastyczna przedstawiająca Panią Jesień
Kolorowa-praca-plastyczna-przedstawiajaca-Tryptyk-Parkowy
Kolorowa praca plastyczna przedstawiajaca Tryptyk Parkowy


„Legenda o Lilii Wodnej”

Był sobie pewien pracowity młodzieniec. Miał na imię Bogusław. Wytrwale piął się po stopniach kariery w banku, aż doszedł do pozycji ważnego kierownika, po czym, gdy zyskał już zaawansowaną wiedzę z dziedziny finansów został dyrektorem oddziału. Lecz wtedy zaczął odczuwać dziwną tęsknotę za czystym powietrzem, za ciszą w lesie, za śpiewem ptaków. Brakowało mu tego coraz bardziej. W końcu pewnego dnia zrezygnował z intratnej posady i postanowił przenieść się z miasta na wieś.

Jakiś czas później odpoczywał na ławce w parku. Miał kilka możliwości, dokąd się przeprowadzić, ale nie mógł się zdecydować. Gdy tak rozmyślał zobaczyła go i rozpoznała koleżanka ze szkolnych lat. Zaczęli rozmawiać, a gdy opowiedział jej o swoich aktualnych rozterkach, o poszukiwaniach nowego miejsca do życia zaproponowała mu pracę w miejscowości Swobnica. Znajdował się tam zabytkowy pałacyk, który właśnie był odnawiany przez gminę. Prace miały się ku końcowi i potrzebny był ktoś, kto będzie pełnił rolę opiekuna obiektu, a także kogoś, kto będzie oprowadzał zwiedzających.

W taki oto sposób Bogusław przeniósł się na wieś i zaangażował w swoją nową pracę: wstawał o wpół do szóstej rano, spożywał śniadanie, pił kawę, po czym robił obchód posesji, którą się zajmował. Przeglądał miejsca, gdzie należało coś naprawić lub uporządkować: a to trawa za mocno wyrosła i trzeba ją było przyciąć, a to wiatr pozrywał gałęzie i trzeba je było pozbierać, a to trzeba było sprzątnąć pozostawione przez kogoś butelki. Nie zdawał sobie przy tym sprawy z tego, że w pobliskim miasteczku zaczął zyskiwać szacunek i prawdziwych przyjaciół. Na terenie zabytkowego dworku znajdował się niewielki staw. Była też mała łódka, z której Bogusław korzystał przy zbieraniu z wody liści opadłych z pobliskich drzew.

CZYTAJ WIĘCEJ

Było lato. Po nocnej burzy nad jeziorkiem unosiła się mleczna mgła, z której wyzierały porastające brzegi drzewa i szuwary. Pomimo tego Bogusław wsiadł do łodzi, po czym ostrożnie wypłynął na taflę wody z wolna wyłaniającą się spod mlecznej zasłony. Mógł rzecz jasna poczekać, aż mgła ustąpi do końca, jednakże nie mógł oprzeć się pokusie zanurzenia się w urokliwym krajobrazie. Opadłych liści i gałęzi nie było za wiele widać, więc obiecał sobie, że wypłynie na jeziorko raz jeszcze, gdy mgła opadnie do końca.

Coś plusnęło. Uniósł głowę. Nie było tu dużych ryb, więc może jakiś ptak …

Wyłoniła się z wody kilka metrów od niego. Miała jasną skórę, czarne włosy otaczające ramiona i purpurowe usta. Ale najbardziej zwracały uwagę Jej oczy, a przede wszystkim ciemnobrązowe źrenice. Chyba mógłby powiedzieć, że czarne, a jeśli czarne to mieniące się tęczowymi odblaskami. Niby zaskoczone, niewinne, a bijące pewnością wręcz hipnotyzujące. Potrząsnął głową i poczuł się jakby wyszedł spod zimnego prysznica. Dziewczyna najwyraźniej bez pytania kogokolwiek o zgodę postanowiła z samego rana popływać sobie w stawie położonym na terenie posesji, której był stróżem.

Zawołał do niej:

– Panienko! To teren prywatny. Pytałaś kogoś czy można się tu kąpać?

A wówczas wyraz jej twarzy stał się jakby rozbawiony. Dopiero wtedy zauważył, że miała na sobie jakąś zwiewną suknię („osobliwy strój kąpielowy” – przemknęło mu przez myśl). Dziewczyna zwinnie dała nura pozostawiając Bogusława kompletnie osłupiałego. Był zaskoczony i oszołomiony niespodziewanym spotkaniem z piękną dziewczyną. Błysk jej oczu, ciemne włosy okrywające sylwetkę niczym płaszcz były wręcz odurzające. Poczuł, że coraz silniej pragnie ujrzeć dziewczynę ponownie. Od tej pory codziennie wybierał się na jezioro przepełniony nadzieją, że znów ją spotka. Nic takiego się jednak nie stało. Postanowił dać sobie z tym spokój.

Wytrzymał kilka dni, po czym chęć spotkania nieznajomej powróciła ze wzmożoną siłą. Znów zaczął wypływać z rana na jezioro, tak samo postępował też każdego wieczoru. „Jak Ona wydostała się z jeziora?” – myślał tuż po tym, jak położył się na nocny wypoczynek – „Przecież nie widziałem, żeby wychodziła na brzeg, mimo że byłem oszołomiony jakbym się czegoś napił i jeszcze w łeb oberwał. Roślinność na brzegach nie jest wysoka i na pewno bym Ją zobaczył. Do tego siedziałem w łodzi dość długo – nie mogła więc się ukryć pod wodą, bo nie wytrzymałaby tam tyle czasu bez oddychania.”

Któregoś dnia pomyślał, że jeziorko ma jakiś podziemny odpływ. Poszedł więc do urzędu zapoznać się z dokumentami geodezyjnymi. Wchodząc do budynku zastanawiał się jaka byłaby reakcja urzędników, gdyby powód wglądu w informacje kartograficzne ujął następująco: „W czasie zwyczajowego porządkowania tafli wodnej doszło do spotkania z młodą kobietą. Nie stwierdzono, aby ww. kobieta opuściła akwen i pozostaje w nim, pod powierzchnią wody od jakiegoś czasu”. Najlepiej zatem będzie wstępnie przedstawić plan uporządkowania dna jeziora. Co nawiasem mówiąc i tak zamierzał zrobić.

Wreszcie, któregoś wieczoru ujrzał Ją jak wynurza się z wody, tuż przy szuwarach, a ostatnie promienie zachodzącego słońca barwiły jej mokre włosy. Bogusław był tak zachwycony, że zahaczył wiosłem o jakiś konar pływający w wodzie, przez co łódka się rozkołysała i omal nie wpadł do wody. Dziewczyna obiema rękami chwyciła brzeg łódki zapobiegając wywrotce, a następnie popchnęła ją w kierunku brzegu. Coś zaczęło się dziać: pomiędzy obojgiem przepłynęły jakieś niewidzialne iskry, uderzenia serca były mocniejsze, szybsze, częstotliwość uderzeń znacznie się zwiększyła, rozsyłając po zakątkach ciała jakieś specyficzne prądy.

– Jak masz na imię? – Bogusław zdołał wycedzić kilka słów.

– Jestem Lilia Wodna – odpowiedziała dziewczyna, a jej uśmiech był jednym wielkim wzmocnieniem wcześniejszych impulsów.

– Gdzie mieszkasz?

– Trochę w wodzie, trochę w szuwarach. Jestem rusałką.

Serce trzepotało niczym skrzydła Kolibra. Świat nabrał nagle kolorów niespotykanych do tej pory, wszystko wokół się mieniło. Usiedli pod drzewem, z którego dobiegały niezrównane trele ptaków. Ulegał czarowi jej oczu. W końcu nie mógł się powstrzymać i spróbował Ją objąć, ale wówczas Ona podniosła się i zwinnie wskoczyła do wody. Zerwał się chcąc za Nią podążyć lecz ona powstrzymała go słowami:

– Nie bój się. Niebawem wrócę.

Bogusław pomyślał, że to jeszcze jedna ślicznotka lubiącą bawić się cudzymi uczuciami. Wstał i powędrował do pałacyku. W biurze podawczym urzędu powiatowego Ewa zauważyła lokalną gazetę, a w niej artykuł o Bogusławie, któremu jakiś czas temu pomogła odnaleźć nowe zajęcie i miejsce do życia. Z zainteresowaniem przeczytała tekst, a potem pomyślała, że byłoby cudownie odwiedzić dawnego znajomego. Ponieważ miała zaległy wolny dzień wybrała się do pałacyku. Był piątek, więc miała przed sobą trzy dni wypoczynku. Samo miejsce znała już od lat. Bardzo jej się tam podobało: budynek wraz z otaczającymi go drzewami i stawem tworzyły niepowtarzalny, trochę baśniowy klimat. Pojawiła się na miejscu po południu. Nie zastała Bogusława w budynku i poczuła się trochę głupio, bo przecież mogła wcześniej uprzedzić o swojej wizycie. Wprawdzie nie miała jego numeru prywatnego, jednakże mogła wykorzystać kontakt podany w gminnym przewodniku. Była na siebie zła za swoją niedbałość, jednak pomyślała, że ostatecznie po prostu wróci do miasta. Póki co postanowiła pójść nad jezioro. I właśnie tam zastała swojego znajomego, który najwyraźniej szykował się do wypłynięcia. Pomachała mu rękę. Bogusław przyłożył dłoń do czoła, zmrużył oczy wytężając wzrok. W pierwszej chwili nie poznał Ewy, dopiero gdy do niego podeszła pamięć przywróciła wspomnienia z dzieciństwa i tamten dzień, gdy rozmawiali w parku.

– Przyjechałam na małą kontrolę, żeby sprawdzić jak się tu panu żyje, panie gospodarzu – zagadnęła żartobliwie.

Bogusław miał właśnie zająć się porządkami na powierzchni stawu i przy okazji porozmawiać z Lilią, ale musiał się z tym wstrzymać: „Ciekawe jak długo dawna przyjaciółka będzie się śmiać, gdy jej powiem, że właśnie płynę pogadać z rusałką? Co ja mam teraz zrobić?”

Od ich ostatniego spotkania upłynęło sporo czasu, zatem mieli sobie sporo do opowiadania. Tematów, takich, których się nie zapomina było mnóstwo. Chyba nie będzie niczym nadzwyczajnym ani zaskakującym, jeśli następne zdanie będzie o tym, że nadeszła późna pora i powrót Ewy oznaczał jazdę nocą, a przecież stary przyjaciel z dziecięcych lat nie mógłby narazić jej na coś takiego, tym bardziej, że Ewa nie miała się do kogo spieszyć. Poza tym, sama zakładała, że spędzi tu więcej czasu, niż tylko jedno popołudnie. Żadne z nich nie zdawało sobie sprawy, że przez cały czas ktoś się im bacznie przygląda. Lilia Wodna najpierw zamarła w bezruchu skryta pośród trzcin, gdy zobaczyła obcą kobietę rozmawiającą z Bogusławem (jej Bogusławem!), a gdy zapadł zmrok podkradła się pod okna kuchni, a jej wyostrzone, ponadnaturalne zmysły przechwytywały każde słowo, barwy głosów, odcienie słów i półsłówek, rytmy gestów, pulsowanie emocji. Jej serce zaczęło zabarwiać się odcieniami zazdrości tworzącymi coraz bardziej niebezpieczną mieszankę negatywnych emocji.

Przyszedł wieczór. Ewa skorzystała z gościnności Bogusława („Nie, nie będzie żadnych filmowych zakończeń, jeśli coś ma się wydarzyć, to i tak się wydarzy” – mówiła sama sobie w duchu). Pomimo ciemności nie mogła jednak zasnąć. Gdy w końcu usnęła śniły jej się jakieś niestworzone rzeczy o tym jak tafla wody zasłania jej przyjaciela, jak broni jej do niego dostępu, jak szuwary stają się nagle niebezpieczne i wrogie. Nie mogła wiedzieć, że Lilia siedzi na brzegu stawu, zamyka oczy i z całych sił stara się myśleć o strachu Ewy, aby był jak największy, aby jej sen był niespokojny. Obudziła się nad ranem. Wstała i poczuła, że za wszelką cenę musi zajrzeć do Bogusława. Pobiegła do jego pomieszczeń i wówczas ze zdumieniem zauważyła, że drzwi jego pokoju są otwarte, a na podłodze widać ślady mokrych stóp. Skradając się niczym cień, po cichu zbliżyła się do futryny. To, co ujrzała zmroziło jej serce: wpadające przez okno światło oświetlało prześliczną dziewczynę z rozpuszczonymi włosami, stojącą nad Bogusławem i czule muskającą jego głowę. Poczuła smutek i żal, że obca kobieta jest przy jej przyjacielu, na którym zależy jej coraz bardziej.

Opis:  Rusałka muskająca głowę śpiącego Bogusława

– Coś ty za jedna? – gwałtownie wyrzuciła z siebie.

– Jestem Lilia Wodna …. – zaczęła rusałka, ale w tym momencie Bogusław zaczął się budzić, więc uśmiechnęła się jakby ze złośliwym triumfem, po czym rozpłynęła się w powietrzu.

Ewa natychmiast podeszła do Bogusława, który włączył nocną lampkę i zaczął przecierać oczy.

– Co ty tu robisz? – spytał patrząc, ze zdziwieniem na koleżankę.

– Kim jest ta …. – zabrakło jej słów, gdyż ciągle miała przed oczami tą obcą kobietę zmieniającą się w mgłę, która rozpływa się niczym para nad stygnącą wodą.

– Kto? – oczy Bogusława wytrzeszczyły się jeszcze bardziej.

Ewa wzięła głęboki oddech wiedząc, że przecież nie powinna ingerować w prywatne życie przyjaciela. Choć z drugiej strony serce nakazywało jej ingerować i to z całych sił…

– Właśnie przed chwilą…. Usłyszałam, że… ktoś chodzi na dole po korytarzu – zmyślała, ale nie chciała mówić, że przebudziło, a następnie przygnało ją tutaj jakieś przeczucie…

– przyszłam tu, bo myślałam, że to jakiś złodziej. A tu widzę zupełnie obcą kobietę, która gładzi ci włosy. Nie interesuje mnie twoje życie uczuciowe („gadam bzdury, kłamię jak z nut” szeptało jej sumienie) ale … ty spałeś, a ona się zachowywała…

No właśnie – jak się zachowywała? I gdzie się podziała? Poczuła, że opuszcza ją siła i energia do racjonalnego wytłumaczenia tej dziwnej historii.

– Sama nie wiem. Widziałam ją… jeszcze przed chwilą. A teraz ona znikła.

– Ale kto?

Przez chwilę milczeli.

– Boguś, wracaj ze mną do miasta. Znajdziemy ci jeszcze lepszą pracę. Z dala od tego dziwacznego miejsca.

– Ale dla mnie to miejsce jest najpiękniejsze na świecie – odparł zdecydowanym, nieznoszącym sprzeciwu tonem.

Przewodnik przerwał. Jego szczupła sylwetka wznosiła się na tle pałacyku, nad którym przesuwały się chmury.

– I co się stało? – spytała jedna z dziewczynek. Cała szkolna wycieczka stała jak zahipnotyzowana wpatrując się w mężczyznę, który dopiero co przestał mówić.

– To tylko bajka. Legenda – odezwała się nauczycielka, opiekunka szkolnej wycieczki. Tak na wszelki wypadek, bo historia rusałki została przez mężczyznę opowiedziana w sposób zupełnie zwyczajny – taki sposób jakby mówił o tym, jakiej pogody można się w tej okolicy spodziewać, a nie o legendzie związanej z dworkiem.

– Penie, że bajka – uśmiechnął się przewodnik spoglądając na szkolną wycieczkę zebraną przed schodami prowadzącymi do głównego wejścia – ale bajka musi mieć swoje zakończenie, prawda?

Dzieci skinęły głowami nie odrywając wzroku od opiekuna pałacyku.

– No więc – wziął głęboki oddech – Lilia ustąpiła. Była w końcu rusałką, a nie człowiekiem. Ewa wykrzyczała jej, że nie jest ludzką istotą, że nie należy do świata ludzi i niech się nie zbliża do człowieka. Rusałka syczała niczym wąż, ale słowa kobiety dotknęły ją straszliwie. Dlatego się wycofała. I pozostawiła Ewę i Bogusława w spokoju.

– I tylko tyle? – spytał jeden z chłopców wyraźnie zawiedziony – Rusałki są istotami magicznymi, mają związki z żywiołem wody … I tak nagle ta jedna przestraszyła się krzyków tej kobiety?

Bogusław spojrzał na niego:

– Ale Ewą kierowała miłość. To potężny czar, którego zaklęcia mają ogromną moc.

– A Ewa? – odezwała się niewysoka dziewczynka o fantazyjnie ułożonych warkoczach – co się stało z Ewa?

– Rzecz jasna wyszła za Bogusława.

– I żyli długo i szczęśliwie? – dopytywała się dziewczynka – czyli jak w każdej bajce?

– Bo to jest legenda – powiedział dobrotliwie Bogusław – a legenda często przypomina baśń. A naprawdę jest tak, że zdarzenia tworzą legendy, a potem dzięki legendom ludzie mogą tworzyć baśnie.

– E tam – odezwał się chłopiec, który nadal pozostawał zawiedziony – jakieś proste to zakończenie. Tyle gadania i takie tam proste pstryki na koniec.

– Moi drodzy czas wracać – odezwała się nauczycielka i zwróciła się do Bogusława – dziękujemy za oprowadzenie po pałacyku i za fascynującą opowieść.

Mina chłopca niezmiennie wyrażała powątpiewanie i otwierał usta, by kontynuować dyskusję, jednak nauczycielka z większą mocą rzuciła hasło, że czas wracać i na tym trzeba zakończyć rozmowę. Cała wycieczka skierowała się do autobusu. Bogusław symbolicznie pomachał odjeżdżającej szkolnej wycieczce. Gdy autobus zaczął znikać na drodze pośród drzew odwrócił się i ruszył wolno w kierunku zabudowań. Ale nie wchodził do pałacyku tylko skierował się w kierunku stawu. Ewa siedziała na pomoście.

– Pojechali? – odwróciła się – Czy za szybko skończyłam porządkowanie starej winiarni? Ale słyszałam autobus.

– Tak, pojechali – odparł Bogusław siadając obok niej.

W tym momencie zaszeleściły szuwary, coś chrupnęło, a spośród roślinności wyłoniła się twarz szczupłej dziewczyny otoczona płaszczem ciemnych, zmoczonych włosów.

– Robi się coraz gorzej? – spytała śpiewnym głosem.

– Czy gorzej to nie wiem – odparł Bogusław – na pewno robi się trudniej, bo dzieciaki są coraz bardziej bystre.

– Najwyraźniej jest sporo takich, które nie dały się omamić komputerami – stwierdziła Ewa.

– To też – ciągnął Bogusław – Ale dzieciaki są teraz w ogóle….

– Bardziej spostrzegawcze i w ogóle niełatwo …. niełatwo je zbyć byle czym – dodała rusałka.

– Tak, jak mówisz – zgodził się Bogusław.

Nastała chwila ciszy. Pierwsza odezwała się Ewa:

– To był taki fajny pomysł, żeby z naszej historii zrobić legendę pałacyku.

– A no fajny – westchnęła Lilia – Nikomu przez myśl nawet nie przeszło, że słuchając bajki słyszy prawdziwą opowieść, bo przecież nikt nie wierzy w rusałki. A tu masz – dzieci mogą wszystko rozmontować.

– Świat się zmienia – stwierdził Bogusław – Będziemy musieli zmodyfikować naszą opowieść. Oczywiście tak, żeby nie kłóciła się z tym, co opowiadaliśmy do tej pory….. Jutro o tym na spokojnie pomyślimy.

Słońce malowniczo odbijało się w tafli jeziora.